' Wbiegł jak rozszalały w postaci wilkołaka. Ścisnął dłońmi jej ramiona. Zaczął ją rozszarpywać tak, jak jego zdobycz. Jej ciało leżało rozwalone po całym pokoju. W szybkim tępie pożerał jej żołądek. Później zabrał się za sere. ' Będzie zawsze moje ' Pomyślał i z krwistym uśmiechem zaczął je jeść. Nagle do salonu weszła pani Brooklyn. Wystraszyła się widoku Natana z sercem jej ukochanej podopiecznej. Zemdlała. Chłopak zabrał się za nią. Po zjedzeniu mózgu Melanie przyszedł Greg. hłopak podszedł do niego... ' Dziewczyna obudziła się spocona. Na nogach miała koc, a obok niej leżał pusty słoik nutelli. ' Nigdy więcej przed spaniem ' Powiedziała sobie w myślach i uśmiechnęła się. Spojrzała na ekran telefonu. 12 nowych wiadomości, 6 nieodebranych. Wśród tego było 10 sms-ów od Natana i 5 telefonów od niego. Zadzwoniła.
- Cześć skarbie, dodzwonić się nie można. - Usłyszała.
- Spałam. - Ziewnęła.
- Aha. I co ci się śniło? Mam nadzieję, że coś miłego.
- Zjadłeś mnie.
- Eee... ookej. Boję się ciebie.
- To znaczy?
- Zwykle sny wampirów się spełniają. - Miał rację. Sny wampirów w 89% były prorocze.
- Dzięki, że podnosisz mnie na duchu. - Rzuciła oschle.
- Prepraszam. Ale nie o to chodzi. Mam dobrą wiadomość.
- Nie wiem, czy będziesz umiał mnie pocieszyć po tej wiadomości sprzed kilku sekund.
- Postaram się.
- No, okej, mów.
- Pamiętasz, nie możemy się spotykać, bo jesteśmy innej rasy, nie?
- No. Jeszcze większy dołek, kochanie.
- Daj mi skończyć. Byłem u Rady Magicznej z wnioskiem i prośbą o to, byśmy byli razem.
- I co ? - Dziewczyna ożywiła się.
- Zgodzili się. - Zaczęła skakać i piszczeć.
- Już do ciebie lecę. - Rozłączyła się.
niedziela, 20 listopada 2011
piątek, 4 listopada 2011
Rozdział X
Nastolatka wstała wcześnie rano. Miała na sobie koszulę Natana. Uśmiechnęła się. Nalała sobie do kubka mleka. Spojrzałą na zegar.'14:00' 'O ja ! Eh, dzisiaj weekend' Uśmiechnęła się leniwie i poszła oglądać telewizję. Oglądała jakiś horrorek, bo ostatnio miała czrny humor.' Beznadzieja' Zaczęła płakać. Wypiła mleko. Poszła do kuchni odnieść szklankę. Nastole znalazła duuży słoik nutelli. Na niej leżała karteczka z napisem 'Na poprawę humoru :*' Uśmiechnęła się. Wzięła nutellę, poszła ponownie do salonu, wsadziła sobie do uszu słuchwaki i słuchała po kolei wszystkich piosenek Three Days Grace i jaqdła nutellę. Zastanawiała się nad sensem jej życia. Zabić się nie mogła - jest wampirem. Chciała żyć, przecież życie jest cudowne, ale wampirze życie - niebezpieczne. Zadzwoniła do Caroliny, bo ona umiała ją rozweselić. Kornelia - rozśmieszyć, a Emma - płakać lub śmiać się razem z nią.
- Hej, co tam?
- Darius coraz bardziej mi się podoba. Byłam z nim na kilku randkach, on jest taki urooczy !
- Hmm, cieszę się, że ty przynajmniej znalazłaś szczęście.
- Co to ma znaczyć?
- Jem nutellę łyżką.
- Uu, dołek emocjonalny?
- Nie, dołek w ogrodzie. Tak, emocjonalny.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Przyjdę dziś do Ciebie, zobaczymy jak bardzo jesteś przygnębiona.
- Chodzę w jego koszuli.
- To jest z tobą źle. Przyjdę, obiecuję, ale muszę się rozłączyć. Pa!
- Pa. - Siedziała i myślała. Wtem, Natan wpadł do jej domu. Podbiegł do niej i ....
- Hej, co tam?
- Darius coraz bardziej mi się podoba. Byłam z nim na kilku randkach, on jest taki urooczy !
- Hmm, cieszę się, że ty przynajmniej znalazłaś szczęście.
- Co to ma znaczyć?
- Jem nutellę łyżką.
- Uu, dołek emocjonalny?
- Nie, dołek w ogrodzie. Tak, emocjonalny.
- Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Przyjdę dziś do Ciebie, zobaczymy jak bardzo jesteś przygnębiona.
- Chodzę w jego koszuli.
- To jest z tobą źle. Przyjdę, obiecuję, ale muszę się rozłączyć. Pa!
- Pa. - Siedziała i myślała. Wtem, Natan wpadł do jej domu. Podbiegł do niej i ....
czwartek, 3 listopada 2011
Rozdział IX
Dziewczyna obudziła się w środku nocy, spocona. 'Koszmar. Mogłam się tego domyślić.' Nie chciała już zasypiać. Zaczęła myśleć na wydarzeniami z ostatnich dni. 'Wszystko zaczęło się w 1600 urodziny. Najpierw te telefony, żądza krwi, pogryzienie Kornelii, Alex jest moim bratem, porwanie Kor przez wilkołaki. Potem porwanie i na końcu Natan. Co jeszcze się wydarzy?' Weszła na strych, a potem na dach. Lubiła tam przesiadywać gdy miała załamkę.' Wszystko to takie zagmatwane' Było dość ciepło jak na pierwszą w nocy. Nagle ujrzała jakieś kształty obok jej domu. Wytężyła swe wampirze oczy. To był Natan. 'Czego on chce?' Nurtowało ją to pytanie.
- Ej, nie śpisz? - Natan spytał się, gdy ujrzał ją na dachu.
- Niee. Miałam koszmar. - Wtulła głowę w nogi.
- Idę do ciebie. - Wspiął się po drabinie na dach. - Jestem. - Usiadł obok niej i ją objął. Oparła swoją głowe na jego ramieniu.
- Jet noc, czemu się nie zmieniłeś?
- O co ci chodzi?
- Wiem, że jesteś wilkołakiem.
- No dobra, jestem. Ale umiem opanować swoje moce tak, że się nie zmieniam. Ty też kimś jesteś.
- Wamirem. - Gwałtownie się odsunął. - Wiem, nie możemy razem być.
- A ja czuję coś do Ciebie.
- Wiem. Ja też. - Łza pociekła jej po policzku. Wytarł ją. Przez pięć minut było cicho . Natan nie mógł wytrzymać tej ciszy i ją pocałował. Namiętnie. Widział, że to nie pomogło. Przytulił ją. Ona w jego ramionach czuła się najważniejsza. Nie chciała żeby puścił.
- Wiem, że to banalne, znamy się jeden dzień, ale kocham Cię. - Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Ja też. Ale to niemożliwe, byśmy byli razem.- Łzy coraz rzewniej płynęły po jej policzkach.
- Ej, nie śpisz? - Natan spytał się, gdy ujrzał ją na dachu.
- Niee. Miałam koszmar. - Wtulła głowę w nogi.
- Idę do ciebie. - Wspiął się po drabinie na dach. - Jestem. - Usiadł obok niej i ją objął. Oparła swoją głowe na jego ramieniu.
- Jet noc, czemu się nie zmieniłeś?
- O co ci chodzi?
- Wiem, że jesteś wilkołakiem.
- No dobra, jestem. Ale umiem opanować swoje moce tak, że się nie zmieniam. Ty też kimś jesteś.
- Wamirem. - Gwałtownie się odsunął. - Wiem, nie możemy razem być.
- A ja czuję coś do Ciebie.
- Wiem. Ja też. - Łza pociekła jej po policzku. Wytarł ją. Przez pięć minut było cicho . Natan nie mógł wytrzymać tej ciszy i ją pocałował. Namiętnie. Widział, że to nie pomogło. Przytulił ją. Ona w jego ramionach czuła się najważniejsza. Nie chciała żeby puścił.
- Wiem, że to banalne, znamy się jeden dzień, ale kocham Cię. - Spojrzał jej głęboko w oczy.
- Ja też. Ale to niemożliwe, byśmy byli razem.- Łzy coraz rzewniej płynęły po jej policzkach.
środa, 2 listopada 2011
Rozdaiał VIII
Po lekcjach.
- To co, idziemy? - Chopak spojrzał na Anielę gdy podeszła do szafki.
- Tak. - Schowała książki. Wyszli zza szkoły. Dopiero za muram liceum złapał ją za rękę.
- Mogę? - Uśmiechnął się łobusersko.
- Pewnie. - Ukazała swoje śnieżnobiałe ząbki.
- Alee masz ładny uśmiech. Moja chęć przyjaźnienia się zmieniła się w zauroczenie. - Przytulił ją. - Przepraszam, nie powinienem.
- Nic się nie stało. I dziękuję, a ty jesteś meega przystojny. - Spojrzała mu w oczy.
- Dziękuję. Może pójdziemy na lody? - spokjarzał na nią.
- Super. - Skręcili w ciasną uliczkę i po chwili znaleźli się w budce z lodami.
- Jakie chcesz? - Wyjął portfel z kieszeni.
- Truskawkowego. - Uśmiechnęła się.
- Okej, a ja smerfowy. - Wystawił jej język.
- Hahaha, że niby taki zabawny?
- No pewnie. - Zaczął ją łaskotać.
- Ejj, przestań.
- A co będę z tego miał?
- Buziaka. - Uśmiechnęła się. Przestał.
- A teraz całuj.
- Chciałbyś. - Wzięła loda i zaczęła z nim uciekać. Uciekła do skateparku, tam ją złapał.
- A za złapanie mi dasz? - Zrobił szczenięce oczy.
- No, mogę. -Pocałowała go.
- Haha. Wymyślimy jakąś grę na całowanie?
- Eej, ogranicz, ledwo się znamy. - Usiedli na ławce i gadali. Oczy chłopaka coraz cześciej na sekundę zamieniały się w złoty. Zaczął nastawać zmrok.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Spotkajmy się jutro w liceum ! - Wybiegł ze skateparku jak poparzony. Dziewczyna została sama. Nie chiciała wracać do domu. Wróciła.
- Coś ty tak długo robiła ?! - Pani Brooklyn wrzasnęła z kuchni.
- Nic. - Powiedziała spokojnym i opanowanym głosem. Weszła po schodach na górę do swojego pokoju. Zadzwoniła do Caroliny.
-I co, spotkałaś się z Dariusem?
- Taak. Ale poza wyglądem nic nie ma. A poza tym, to na naszą randkę przyszedł ubrany w ochydny sweter w różne wzory. Koloru brązowego.
- Uu. Czyli nic nie zaszło?
- Nie.
- Fajnie. - Nastolatka opowiedziała jej o Natanie i o jego nagłej ucieczce. Rozłączyło je coś. Dziewczyna poszła spać.
- To co, idziemy? - Chopak spojrzał na Anielę gdy podeszła do szafki.
- Tak. - Schowała książki. Wyszli zza szkoły. Dopiero za muram liceum złapał ją za rękę.
- Mogę? - Uśmiechnął się łobusersko.
- Pewnie. - Ukazała swoje śnieżnobiałe ząbki.
- Alee masz ładny uśmiech. Moja chęć przyjaźnienia się zmieniła się w zauroczenie. - Przytulił ją. - Przepraszam, nie powinienem.
- Nic się nie stało. I dziękuję, a ty jesteś meega przystojny. - Spojrzała mu w oczy.
- Dziękuję. Może pójdziemy na lody? - spokjarzał na nią.
- Super. - Skręcili w ciasną uliczkę i po chwili znaleźli się w budce z lodami.
- Jakie chcesz? - Wyjął portfel z kieszeni.
- Truskawkowego. - Uśmiechnęła się.
- Okej, a ja smerfowy. - Wystawił jej język.
- Hahaha, że niby taki zabawny?
- No pewnie. - Zaczął ją łaskotać.
- Ejj, przestań.
- A co będę z tego miał?
- Buziaka. - Uśmiechnęła się. Przestał.
- A teraz całuj.
- Chciałbyś. - Wzięła loda i zaczęła z nim uciekać. Uciekła do skateparku, tam ją złapał.
- A za złapanie mi dasz? - Zrobił szczenięce oczy.
- No, mogę. -Pocałowała go.
- Haha. Wymyślimy jakąś grę na całowanie?
- Eej, ogranicz, ledwo się znamy. - Usiedli na ławce i gadali. Oczy chłopaka coraz cześciej na sekundę zamieniały się w złoty. Zaczął nastawać zmrok.
- Przepraszam, ale muszę już iść. Spotkajmy się jutro w liceum ! - Wybiegł ze skateparku jak poparzony. Dziewczyna została sama. Nie chiciała wracać do domu. Wróciła.
- Coś ty tak długo robiła ?! - Pani Brooklyn wrzasnęła z kuchni.
- Nic. - Powiedziała spokojnym i opanowanym głosem. Weszła po schodach na górę do swojego pokoju. Zadzwoniła do Caroliny.
-I co, spotkałaś się z Dariusem?
- Taak. Ale poza wyglądem nic nie ma. A poza tym, to na naszą randkę przyszedł ubrany w ochydny sweter w różne wzory. Koloru brązowego.
- Uu. Czyli nic nie zaszło?
- Nie.
- Fajnie. - Nastolatka opowiedziała jej o Natanie i o jego nagłej ucieczce. Rozłączyło je coś. Dziewczyna poszła spać.
wtorek, 1 listopada 2011
Rozdział VII
Nastolatka zbudziła się wczesnym rankiem. W sumie, to nie tak wczesnym, bo była godzina siódma. Poszła do łazienki. Wyszła z niej uczesana i umalowana. Jej śnieżnobiały uśmiech był weselszy niż dotychczas. Weszła do pokoju. Ubrała czarne rurki, biały T-Shirt i cienki, czany sweter. Na nogi założyła czarne do kostek trampki. Zeszła na dół.
- Dzień dobry rodzinko. - Powiedziała wesoła.
- A co ty taka wesoła? - Spytała pani Brooklyn odrywając wzrok od jajek na patelni.
- Aaa, tak jakoś. - Wzięła pierwszy lepszy jogurt i zjadła go na stojąco. - Muszę już iść, pa. - przytuliła Melanie i Grega. Wzięła torbę, wyszła z domu. Pogoda była nader słoneczna. Nastolatka doszła do liceum, weszła do szatni by nie dostać opieprzu od nauczycieli za nie przebieranie butów. A poza tym, chciała wziąść książki z szafki. Szafka obok jej szafki była zajmowana przez nowego chłopaka. Był on Wysoki, miał głębokie niebieskie oczy i mieszaną karnację.
- Cześć, Natan jestem. - Wyciągnął ku niej dłoń.
- Aniela. - Uścisnęła. - Jesteś tu nowy?
- Tak . I chodzę do II G.
- Ej, ja też do tej chodzę. - Zaśmiałą się.
- Fajnie. A masz czas po lekcjach?
- Jasne, a co?
- Pokażesz mi okolice?
- Mogę.
- Swietnie. - Zamknął swoją szafkę. Dziewczyna odsunęła się od swojej, a on zamknął jej. Popchnął ją lekko do szafki. Oparł się jedną dłonią, a oczyma wpatrywał się w jej oczy.
- Ej, kolego, ledwo się znamy. - Spojrzała mu w oczy. - W twoich oczach można utonąć. Czy ja powiedziałam to na głos ?!
- Tak, ale to nie ważne. - Pocałował ją delkatnie w usta. - Może być tak?
- Jasne. - Stali tak wpatrując sobie w oczy do dzwonka. Gdy zadzwoniło, chłopak przeklnął. ' Na przerwie'. Powiedział i weszli do klasy. Ta lekcja dłużyła się im. ' Uhh, nie ma to jak historia, najnudniejsza lekcja.' Pomyślała sobie. Cały czas na siebie patrzyli. Oczy chłopaka na sekundę zmieniły się na złote. Dziewczyna przeraziła się, ale potem uspokoiła. Uważała, że wyobraźnia płata jej figle. Ale jednak nie...
- Dzień dobry rodzinko. - Powiedziała wesoła.
- A co ty taka wesoła? - Spytała pani Brooklyn odrywając wzrok od jajek na patelni.
- Aaa, tak jakoś. - Wzięła pierwszy lepszy jogurt i zjadła go na stojąco. - Muszę już iść, pa. - przytuliła Melanie i Grega. Wzięła torbę, wyszła z domu. Pogoda była nader słoneczna. Nastolatka doszła do liceum, weszła do szatni by nie dostać opieprzu od nauczycieli za nie przebieranie butów. A poza tym, chciała wziąść książki z szafki. Szafka obok jej szafki była zajmowana przez nowego chłopaka. Był on Wysoki, miał głębokie niebieskie oczy i mieszaną karnację.
- Cześć, Natan jestem. - Wyciągnął ku niej dłoń.
- Aniela. - Uścisnęła. - Jesteś tu nowy?
- Tak . I chodzę do II G.
- Ej, ja też do tej chodzę. - Zaśmiałą się.
- Fajnie. A masz czas po lekcjach?
- Jasne, a co?
- Pokażesz mi okolice?
- Mogę.
- Swietnie. - Zamknął swoją szafkę. Dziewczyna odsunęła się od swojej, a on zamknął jej. Popchnął ją lekko do szafki. Oparł się jedną dłonią, a oczyma wpatrywał się w jej oczy.
- Ej, kolego, ledwo się znamy. - Spojrzała mu w oczy. - W twoich oczach można utonąć. Czy ja powiedziałam to na głos ?!
- Tak, ale to nie ważne. - Pocałował ją delkatnie w usta. - Może być tak?
- Jasne. - Stali tak wpatrując sobie w oczy do dzwonka. Gdy zadzwoniło, chłopak przeklnął. ' Na przerwie'. Powiedział i weszli do klasy. Ta lekcja dłużyła się im. ' Uhh, nie ma to jak historia, najnudniejsza lekcja.' Pomyślała sobie. Cały czas na siebie patrzyli. Oczy chłopaka na sekundę zmieniły się na złote. Dziewczyna przeraziła się, ale potem uspokoiła. Uważała, że wyobraźnia płata jej figle. Ale jednak nie...
Rozdział VI
Polecamkolejny blog : http://moj-chlopak-to-syn-drakuli.blogspot.com/
Ciemny, pusty pokój, w którym miała dokonać uwolnienia Kornelii. 'Ehh. Muszę ostatni raz w życiu wypić krew. Ale od kogo ?' Nagle zjawiła się Kornelia.
- Tylko nie bij !
- Czemu miałabym bić? Ahaa. Już wiem. Nie martw się, było, minęło. Wampirzy król, Przystojny Alan odpieczętował mnie. I już wiem wszystko o waszym świecie. Smakowała ci moja krew ? - Zaśmiała się.
- Yyy, noo. Takk . - Aniela zawstydziła się.
- Spoko. - Machnęła ręką. - Możesz ją brać, kiedy chcesz.
- Ostatnio piję tylko krew królików.
- Aha. Idziemy z Caroline i Emmą na pizzę ? - Spytała wyjmując telefon.
- Możemy. A ty kim jesteś? Strzygą? Czarownicą? Wilkołakiem?
- Czarownicą. Ale wolę określenie czarodziejka. - Wyciągnęła różdżkę. - Widzisz?
- Fajnie. - Uśmiechnęła się. Kornelia rozmawiała z dziewczynami.
- Będą za 30 minut. - Schowała telefon i różdżkę do torby.
- Aha. O nich też wiesz? - Spojrzała na nią.
- No pewnie. Chodź, ogarniemy się. - Złapała Anielę i pobiegły do domu Brooklynów. Po pół godzinie były gotowe. Zadzwonił dwonek do drzwi. ' To pewnie one ' Pomyślała Aniela. Pobiegła otworzyć. Później jużnic nie pamiętała. Obudziła się w białym pokoju zaplamionym krwią. Była przerażona, po jej poiczkach spływały łzy. Zacislała zęby by być cicho, by porywacz po nią nie przyszedł. Leżała na niewygodnym, czarnym tapczanie. Ręce i nogi miała grubo związane liną.Sufitu nie było. Była tylko kratka, z której spływały brudne krople wody. Podłoga była wilgotna, a z tego powodu czrna i śmierdząca. Odur był nie do wytrzymania - zemdlała. Obudziła się, bo ktoś uderzył ją "z liścia".
- Co jest? - Siedziała na twardym, drewnianym krześle w ciemnym pokoju. Dzięki lampie było widać stół i tors porywacza.
- Morda, to ja tu zadaję pytania ! - Jeszcze raz ją uderzył. - Czy nazywasz się Aniela Brooklyn ?
- Tak. - Po jej policzkach ciekły łzy. Chciała go ugryźć, ale nie wiedziała jak.
- Jesteś wampirem ?
- Może. - Koleś znów ją uderzył.
- Odpowiadaj "Tak" lub "Nie" !
- Nie. - Znów dostała. Rozwiązała supeł na rękach. - Czego chcesz?
- Chcę wiedzieć, czy jesteś wampirem.
- A po co ci to?
- Bo dzięki tobie zawładnę światem.
- Możesz tylko pomarzyć ! - Rzuciła się na niego. Wbiła kły w jego tętnicę i zaczęła pić jego krew. 'Fu, jaka gorzka! Ale jeśli chcesz przeżyć, pij!' Piła z obrzydzeniem. Gdy wyssała ostatnią kroplę odczuła ulgę. Póżniej pluła, by pozbyć się tego ochydnego smaku. Uciekła. Dopiero w świetle słońca zauważyła, że jest posiniaczona na całym ciele, ale na twarzy najbardziej. 'Ten facet miał podobny głos do tego w telefonie... To pewnie on. Ale po co mu wampir do zawładnięcia światem? Po co wogóle chce zawładnąć światem?' Nagle otrzymała sms`a . 'Ja dalej żyję. I jeszcze cię dopadnę!' Dziewczyna zaczęła biec w stronę domu. Nie zauważyła poluzowanej płytki przy moście i wpadła. Myślała, że zaraz poczuje że jest mokra ale nie. Poczuła tylko wielki ból w nodze, nie mogła wstać. Wiedziała co zrobić. Napisała szybkiego sms`a do Kornelii 'Przeteleportuj mnie do siebie. Szybko!' Dziewczyna w okamgnieniu znalazła się na kanapie w salonie własnego domu.
- Matko ! - Melanie upuściła talerz z ciatem który akurat trzymała. - Coś ty wyprawiała ?! - Dziewczyna wszystko opowiedziała. Pani Brooklyn wyszła na moment do kuchni, a gdy wróciła, nastolatka wyglądała normanie.
- Co jest? - Spojrzała na dziewczyny.
- Ma... To znaczy ciociu, Kornelia rzuciła na mnie zaklęcie. - Dziewczyny uśmiechnęły się.
- To dobrze. Kornelio, jest już późno, może wrócisz do domu?
- Dobrze pani Brooklyn. Pa ! - Pomachała i zniknęła. Oczywiście z pomocą różdżki. Aniela przebrała się w piżamę i poszła spać.
Ciemny, pusty pokój, w którym miała dokonać uwolnienia Kornelii. 'Ehh. Muszę ostatni raz w życiu wypić krew. Ale od kogo ?' Nagle zjawiła się Kornelia.
- Tylko nie bij !
- Czemu miałabym bić? Ahaa. Już wiem. Nie martw się, było, minęło. Wampirzy król, Przystojny Alan odpieczętował mnie. I już wiem wszystko o waszym świecie. Smakowała ci moja krew ? - Zaśmiała się.
- Yyy, noo. Takk . - Aniela zawstydziła się.
- Spoko. - Machnęła ręką. - Możesz ją brać, kiedy chcesz.
- Ostatnio piję tylko krew królików.
- Aha. Idziemy z Caroline i Emmą na pizzę ? - Spytała wyjmując telefon.
- Możemy. A ty kim jesteś? Strzygą? Czarownicą? Wilkołakiem?
- Czarownicą. Ale wolę określenie czarodziejka. - Wyciągnęła różdżkę. - Widzisz?
- Fajnie. - Uśmiechnęła się. Kornelia rozmawiała z dziewczynami.
- Będą za 30 minut. - Schowała telefon i różdżkę do torby.
- Aha. O nich też wiesz? - Spojrzała na nią.
- No pewnie. Chodź, ogarniemy się. - Złapała Anielę i pobiegły do domu Brooklynów. Po pół godzinie były gotowe. Zadzwonił dwonek do drzwi. ' To pewnie one ' Pomyślała Aniela. Pobiegła otworzyć. Później jużnic nie pamiętała. Obudziła się w białym pokoju zaplamionym krwią. Była przerażona, po jej poiczkach spływały łzy. Zacislała zęby by być cicho, by porywacz po nią nie przyszedł. Leżała na niewygodnym, czarnym tapczanie. Ręce i nogi miała grubo związane liną.Sufitu nie było. Była tylko kratka, z której spływały brudne krople wody. Podłoga była wilgotna, a z tego powodu czrna i śmierdząca. Odur był nie do wytrzymania - zemdlała. Obudziła się, bo ktoś uderzył ją "z liścia".
- Co jest? - Siedziała na twardym, drewnianym krześle w ciemnym pokoju. Dzięki lampie było widać stół i tors porywacza.
- Morda, to ja tu zadaję pytania ! - Jeszcze raz ją uderzył. - Czy nazywasz się Aniela Brooklyn ?
- Tak. - Po jej policzkach ciekły łzy. Chciała go ugryźć, ale nie wiedziała jak.
- Jesteś wampirem ?
- Może. - Koleś znów ją uderzył.
- Odpowiadaj "Tak" lub "Nie" !
- Nie. - Znów dostała. Rozwiązała supeł na rękach. - Czego chcesz?
- Chcę wiedzieć, czy jesteś wampirem.
- A po co ci to?
- Bo dzięki tobie zawładnę światem.
- Możesz tylko pomarzyć ! - Rzuciła się na niego. Wbiła kły w jego tętnicę i zaczęła pić jego krew. 'Fu, jaka gorzka! Ale jeśli chcesz przeżyć, pij!' Piła z obrzydzeniem. Gdy wyssała ostatnią kroplę odczuła ulgę. Póżniej pluła, by pozbyć się tego ochydnego smaku. Uciekła. Dopiero w świetle słońca zauważyła, że jest posiniaczona na całym ciele, ale na twarzy najbardziej. 'Ten facet miał podobny głos do tego w telefonie... To pewnie on. Ale po co mu wampir do zawładnięcia światem? Po co wogóle chce zawładnąć światem?' Nagle otrzymała sms`a . 'Ja dalej żyję. I jeszcze cię dopadnę!' Dziewczyna zaczęła biec w stronę domu. Nie zauważyła poluzowanej płytki przy moście i wpadła. Myślała, że zaraz poczuje że jest mokra ale nie. Poczuła tylko wielki ból w nodze, nie mogła wstać. Wiedziała co zrobić. Napisała szybkiego sms`a do Kornelii 'Przeteleportuj mnie do siebie. Szybko!' Dziewczyna w okamgnieniu znalazła się na kanapie w salonie własnego domu.
- Matko ! - Melanie upuściła talerz z ciatem który akurat trzymała. - Coś ty wyprawiała ?! - Dziewczyna wszystko opowiedziała. Pani Brooklyn wyszła na moment do kuchni, a gdy wróciła, nastolatka wyglądała normanie.
- Co jest? - Spojrzała na dziewczyny.
- Ma... To znaczy ciociu, Kornelia rzuciła na mnie zaklęcie. - Dziewczyny uśmiechnęły się.
- To dobrze. Kornelio, jest już późno, może wrócisz do domu?
- Dobrze pani Brooklyn. Pa ! - Pomachała i zniknęła. Oczywiście z pomocą różdżki. Aniela przebrała się w piżamę i poszła spać.
Rozdział V
Dziewczyny na plażę szły "spacerkiem". Pogoda była piękna, jak na środek jesieni. Liście delikatnie szumiały i opadały złocistymi kaskadami na zieloną trawę. Po pięciu minutach drogi od domu państwa Brooklyn można było usłyszeć szum morza, a potem ujrzeć błękitne morze i piękny, złocisty piasek.
- Uuu, patrzcie ile przystojniaków. - Zaśmiała się Carolina.
- Będzie co podrywać. - Dodała Emma.
- No pewnie, a jak . - Dziewczyny rozłożyły ręczniki rozebrały się do bikini. Chłopcy "na podryw" trafili piłką w Caroline. Wszyscy zbiegli się do nich. Szczególną uwagę Caroline zwrócił wysoki i dość umięśniony blondyn, Darius (^^) .
- Hej, nic ci nie jest ? - Podniósł ją.
- Nie no, spoko. - Dziewcyna poczuła, że zaczęła tonąć w jego oczach .
- Jestem Darius. A ty ?
- Carolina.
- Ładnie. Może wyskoczysz na kawę ?
- Nie wiem czy będę miała czas...
- Poszę, chodźmy na kawę, chodźmy, pogadamy, napijemy się, zjemy ciastko. - Zrobił szczenięcze oczka. Aniela wyczuła w nim ciemną aurę. 'Wilkołak?' Nurtowało ją to pytanie.
- To jutro o 14:00 pod kafejką "Kopa ma ta kawa" Okej ?
- Spoko. - Uśmiechnęła się Carolina. Darius pocałował ją i odszedł.
- Szpan, kochana. - Zaczęła Emma.
- Nie powinnaś z nim iść. - Spojrzała poważnie Aniela.
- Czemu?
- Wilkołak.
- Kto ? On ?! - Caroline nie mogła umawiać się z wilkołakiem, bo też była wampirem. Emma też.
- Tak. Przykro mi. - Aniela zaczęła przesypywać piasek w dłoniach. Coś przysłoniło jej słońce.
- Ej, czy mógłbyś ... - Odwróciła się i rozpłynęła. Nad jej oczyma ukazał się wysoki, umieśniony, niebieskooki brunet.
- Przepraszam. - Zaśmiał się i usiadł obok niej.
- Jestem Alan, a ty ?
- Aniela. - Próbowała trochę ochłonąć.
- Ładnie. To takie anielskie imię. A poza tym, jesteś piękna jak anioł. - Potargał swoje włosy.
- Hm, dzięki.
- A ja jestem...
- Czym ?
- Królem wampirów i dowiedziałem się, że przyjaźnisz się z demonem. I wyssałaś jego krew !
- Taak, ale nie wiedziałam, że jest demonem. - Dziewczyna przeraziła się. Wiedziała, że za to groziła kara. Okrutna. Musiała posprzątać w stajni gryfów. Podobno w niej nie da się wytrzymać, bo nikt tam nigdy nie sprzątał. Ale nie wiedziała, że coś gorszego ją napotka. W duchu myślała o Kornelii i o tym, że będzie musiała oddać jej swoje ciało, by była wolna...
- Uuu, patrzcie ile przystojniaków. - Zaśmiała się Carolina.
- Będzie co podrywać. - Dodała Emma.
- No pewnie, a jak . - Dziewczyny rozłożyły ręczniki rozebrały się do bikini. Chłopcy "na podryw" trafili piłką w Caroline. Wszyscy zbiegli się do nich. Szczególną uwagę Caroline zwrócił wysoki i dość umięśniony blondyn, Darius (^^) .
- Hej, nic ci nie jest ? - Podniósł ją.
- Nie no, spoko. - Dziewcyna poczuła, że zaczęła tonąć w jego oczach .
- Jestem Darius. A ty ?
- Carolina.
- Ładnie. Może wyskoczysz na kawę ?
- Nie wiem czy będę miała czas...
- Poszę, chodźmy na kawę, chodźmy, pogadamy, napijemy się, zjemy ciastko. - Zrobił szczenięcze oczka. Aniela wyczuła w nim ciemną aurę. 'Wilkołak?' Nurtowało ją to pytanie.
- To jutro o 14:00 pod kafejką "Kopa ma ta kawa" Okej ?
- Spoko. - Uśmiechnęła się Carolina. Darius pocałował ją i odszedł.
- Szpan, kochana. - Zaczęła Emma.
- Nie powinnaś z nim iść. - Spojrzała poważnie Aniela.
- Czemu?
- Wilkołak.
- Kto ? On ?! - Caroline nie mogła umawiać się z wilkołakiem, bo też była wampirem. Emma też.
- Tak. Przykro mi. - Aniela zaczęła przesypywać piasek w dłoniach. Coś przysłoniło jej słońce.
- Ej, czy mógłbyś ... - Odwróciła się i rozpłynęła. Nad jej oczyma ukazał się wysoki, umieśniony, niebieskooki brunet.
- Przepraszam. - Zaśmiał się i usiadł obok niej.
- Jestem Alan, a ty ?
- Aniela. - Próbowała trochę ochłonąć.
- Ładnie. To takie anielskie imię. A poza tym, jesteś piękna jak anioł. - Potargał swoje włosy.
- Hm, dzięki.
- A ja jestem...
- Czym ?
- Królem wampirów i dowiedziałem się, że przyjaźnisz się z demonem. I wyssałaś jego krew !
- Taak, ale nie wiedziałam, że jest demonem. - Dziewczyna przeraziła się. Wiedziała, że za to groziła kara. Okrutna. Musiała posprzątać w stajni gryfów. Podobno w niej nie da się wytrzymać, bo nikt tam nigdy nie sprzątał. Ale nie wiedziała, że coś gorszego ją napotka. W duchu myślała o Kornelii i o tym, że będzie musiała oddać jej swoje ciało, by była wolna...
Rozdział IV
Aniela odskoczyła. obiegła jak najszybciej mogła, do domu. Była wyczerpana biegiem. Poszła do łóżka w ubraniach.
Następny dzień.
Nastolatka wstała. Jej oczy były czerwone i spuchnięte. Spojrzała na swą dłoń ' Krew... Czy coś wczoraj się wydarzyło ? ' Spojrzała na zegar. 5:00. Postanowiła że nie będzie marnowała czasu i poczyta trochę o demonach. Weszła do starej biblioteki państwa Brooklyn. 'Wilkołaki, wampiry, czarownicy, wiedźmy, wiedźmini... O jest ! Demony... ' Wyjęła dużą, ciężką książkę. Oprawiona była w czarną skórę, a na okładce widniał na złoto wygrawerowany napis 'Daemonibus' co znaczyło demony. Dziewczyna wzięła się do czytania. Po 2 godzinach do biblioteki wszedł Greg. Codziennie wchodził tam o 7:00 z kubkiem krwi jelenia.
- Co ty tu robisz? - Zdziwił się, ale z uśmiechem.
- Kornelia jest demonem. Ale okazało się, że nikt nie może być demonem, że musi być zaklęty. Więc, wystarczy tylko ją odpieczętować i będzie znów normalna. - Krzykneła radośnie.
- Świetnie. A teraz idź no do salonu, czeka tam na ciebie niespodzianka. - Rzekł Pan Brooklyn. Aniela spodziewałą się co to mogło być. Wybiegła z biblioteki. W salonie siedział dwie dziewczyny. Jedna, była dość wysoka, miała błękitne oczy, długie blond włosy związane w warkocz na boku. Druga, niższa od pierwszej miała szare oczy. Jej ruda grzywka asłaniała jedno oko.
- Caroline, Emma ! - Krzyknęła uradowana nastolatka. - Emma, miało cię nie być. - Uśmiechnęła się.
- Ale jestem, siema. - Pogłaskała Anielę.
- Chodźcie się rozpakować i idziemy na plażę . - Uśmiechnęła się. Nie wiedziały, że tego dnia na plażę pójść nie powinny ...
Następny dzień.
Nastolatka wstała. Jej oczy były czerwone i spuchnięte. Spojrzała na swą dłoń ' Krew... Czy coś wczoraj się wydarzyło ? ' Spojrzała na zegar. 5:00. Postanowiła że nie będzie marnowała czasu i poczyta trochę o demonach. Weszła do starej biblioteki państwa Brooklyn. 'Wilkołaki, wampiry, czarownicy, wiedźmy, wiedźmini... O jest ! Demony... ' Wyjęła dużą, ciężką książkę. Oprawiona była w czarną skórę, a na okładce widniał na złoto wygrawerowany napis 'Daemonibus' co znaczyło demony. Dziewczyna wzięła się do czytania. Po 2 godzinach do biblioteki wszedł Greg. Codziennie wchodził tam o 7:00 z kubkiem krwi jelenia.
- Co ty tu robisz? - Zdziwił się, ale z uśmiechem.
- Kornelia jest demonem. Ale okazało się, że nikt nie może być demonem, że musi być zaklęty. Więc, wystarczy tylko ją odpieczętować i będzie znów normalna. - Krzykneła radośnie.
- Świetnie. A teraz idź no do salonu, czeka tam na ciebie niespodzianka. - Rzekł Pan Brooklyn. Aniela spodziewałą się co to mogło być. Wybiegła z biblioteki. W salonie siedział dwie dziewczyny. Jedna, była dość wysoka, miała błękitne oczy, długie blond włosy związane w warkocz na boku. Druga, niższa od pierwszej miała szare oczy. Jej ruda grzywka asłaniała jedno oko.
- Caroline, Emma ! - Krzyknęła uradowana nastolatka. - Emma, miało cię nie być. - Uśmiechnęła się.
- Ale jestem, siema. - Pogłaskała Anielę.
- Chodźcie się rozpakować i idziemy na plażę . - Uśmiechnęła się. Nie wiedziały, że tego dnia na plażę pójść nie powinny ...
poniedziałek, 31 października 2011
Rozdział III
Na początku, chciałabym polecić 2 blogii :
http://silent-world.blog.onet.pl/
http://falling-daniel.blogspot.com/
- Czekaj ! A co będzie z Kornelią ?! - stanęła w połowie drogi puszczając tym samym jego dłoń.
- Rodzice wszystkim się zajmą, obiecuję. - Ponownie złapał ją za dłoń. - A teraz uciekajmy. - Pobiegli w stronę małej willi państwa Adamsów.
- Mamo, tato ! - Krzyknął Alex.
- Co się dzieje ? - Zeszła na dół mama Alexa i Anieli, pani Jessica Adams. - Anielo, już wszystko wiesz?
- Ym, tak mamo...
- Dobrze, o co chodzi? - Spojrzała pani Adams. Aniela zaczęła opowiadać jej tą samą historię, którą opowiadała państwu Brooklyn, z dodatkiem tego, co wydarzyło się w lesie.
- Nic poważnego, zaraz Kornelię oddadzą. - Pani Jessica uśmiechnęła się opiekuńczo. Podeszła do telefonu, zadzwoniła do kogoś. W okamgnieniu pod drzwiami do domu Adamsów pojawiła się jeszcze nieprzytomna Kornelia. Alex wniósł ją i położył na kanapie.
- Nie ma innego wyjścia. Trzeba jej powiedzieć. - Spojrzał poważnie na Anielę.
- Nie możemy.
- Musimy. Mqm nadzieję, że nikomu nie wygada. Chociaż... Jest jeszcze sposób. - Wyszedł z salonu, poszedł do piwnicy. Aniela została z Kornelią i parzyła na jej bladą, przerażoną twarz. Po 5 minutach wrócił Alex. W dłoni miał niewielką strzykawkę, a w niej zielony płyn.
- Co to ? - spojrzała na niego.
- Serum zapomnienia. Zapomni, co robiła przez ostatnią godzinę. Wystarczy ?
- Raczej tak. - Odsunęła się. Alex wstrzyknął jej płyn. Po 5 minutach Kornelia ocknęła się.
- Co jest ? - Spytała łapiąc się za głowę - Moja głowaa...
- Już wszystko okej. - Uśmiechnęła się przyjaźnie Aniela. Patrzyła na szyję Kornelii. Poczuła wielkie mrowienie. Nagle zadzwoniła jej komórka. To była Carolina, jej przyjaciółka.
- Halo?
- Cześć, tu Carolina ! - Krzyknął pewien uradowany głos.
- Siema. - twrz Anieli rozbłysła.
- Masz dziś tysiąc, ym to znaczy szesnaste urodziny. Przyjadę do ciebie !
- Super, nie moge się doczekać. - Aniela rozłączyła się. - Dobra, muszę iść. - Pomachała Kornelii i Alexowi.
Udała się do domu. Pogoda była ponura, wrony kraczały smutnie. Patrzyła na wszystko z wielką uwagą. Było już dość późno. ' Moje 1600 urodziny spędzone w taki sposób, świetnie...' Przygnębiona była tym faktem. 'Ale przynajmniej napiłam się słodkiej krwi' Uśmiechnęła się wrednie. Ciekawa była reakcji państwa Brooklyn. Usłyszała krzyk Kornelii.
- Ej, czekaj ! - Przybiegła do Anielii.
- Co jest? - spojrzała na nią.
- Nic, chciałam z tobą wrócić.
- Aha. - Aniela kopnęła kamyk i ruszyły w stronę domu. Co chwila spoglądała na szyję Kornelii. Mdliło ją, bo nie mogła się napić. Kornelia przystanęła.
http://silent-world.blog.onet.pl/
http://falling-daniel.blogspot.com/
- Czekaj ! A co będzie z Kornelią ?! - stanęła w połowie drogi puszczając tym samym jego dłoń.
- Rodzice wszystkim się zajmą, obiecuję. - Ponownie złapał ją za dłoń. - A teraz uciekajmy. - Pobiegli w stronę małej willi państwa Adamsów.
- Mamo, tato ! - Krzyknął Alex.
- Co się dzieje ? - Zeszła na dół mama Alexa i Anieli, pani Jessica Adams. - Anielo, już wszystko wiesz?
- Ym, tak mamo...
- Dobrze, o co chodzi? - Spojrzała pani Adams. Aniela zaczęła opowiadać jej tą samą historię, którą opowiadała państwu Brooklyn, z dodatkiem tego, co wydarzyło się w lesie.
- Nic poważnego, zaraz Kornelię oddadzą. - Pani Jessica uśmiechnęła się opiekuńczo. Podeszła do telefonu, zadzwoniła do kogoś. W okamgnieniu pod drzwiami do domu Adamsów pojawiła się jeszcze nieprzytomna Kornelia. Alex wniósł ją i położył na kanapie.
- Nie ma innego wyjścia. Trzeba jej powiedzieć. - Spojrzał poważnie na Anielę.
- Nie możemy.
- Musimy. Mqm nadzieję, że nikomu nie wygada. Chociaż... Jest jeszcze sposób. - Wyszedł z salonu, poszedł do piwnicy. Aniela została z Kornelią i parzyła na jej bladą, przerażoną twarz. Po 5 minutach wrócił Alex. W dłoni miał niewielką strzykawkę, a w niej zielony płyn.
- Co to ? - spojrzała na niego.
- Serum zapomnienia. Zapomni, co robiła przez ostatnią godzinę. Wystarczy ?
- Raczej tak. - Odsunęła się. Alex wstrzyknął jej płyn. Po 5 minutach Kornelia ocknęła się.
- Co jest ? - Spytała łapiąc się za głowę - Moja głowaa...
- Już wszystko okej. - Uśmiechnęła się przyjaźnie Aniela. Patrzyła na szyję Kornelii. Poczuła wielkie mrowienie. Nagle zadzwoniła jej komórka. To była Carolina, jej przyjaciółka.
- Halo?
- Cześć, tu Carolina ! - Krzyknął pewien uradowany głos.
- Siema. - twrz Anieli rozbłysła.
- Masz dziś tysiąc, ym to znaczy szesnaste urodziny. Przyjadę do ciebie !
- Super, nie moge się doczekać. - Aniela rozłączyła się. - Dobra, muszę iść. - Pomachała Kornelii i Alexowi.
Udała się do domu. Pogoda była ponura, wrony kraczały smutnie. Patrzyła na wszystko z wielką uwagą. Było już dość późno. ' Moje 1600 urodziny spędzone w taki sposób, świetnie...' Przygnębiona była tym faktem. 'Ale przynajmniej napiłam się słodkiej krwi' Uśmiechnęła się wrednie. Ciekawa była reakcji państwa Brooklyn. Usłyszała krzyk Kornelii.
- Ej, czekaj ! - Przybiegła do Anielii.
- Co jest? - spojrzała na nią.
- Nic, chciałam z tobą wrócić.
- Aha. - Aniela kopnęła kamyk i ruszyły w stronę domu. Co chwila spoglądała na szyję Kornelii. Mdliło ją, bo nie mogła się napić. Kornelia przystanęła.
- Co jest ? - Aniela nie usłyszała odpowiedzi. W poewnym momencie Kornelia zmieniła się w demona i zaatakowała Anielę.
CDN.
niedziela, 30 października 2011
' , Rozdział II
- Nie powinniśmy... - Aniela odwróciła głowę .
- Przecież tak jest w scenariuszu . - Spojrzał na nią krzywo.
-Masz rację. Ale przećwiczmy to od początku, co?
- Okej.
[ ... ]
Scena pocałunku. Zbliżyli się do siebie. Alex lekko pocałował Anielę w usta.
- Hm, świetnie całujesz. - Uśmiechnęła się.
- Dzięki. - Alex onieśmielił się. Potargał ciemne włosy. Aniela przegryzła wargi. Poczuła chęć jego krwi, która pachniała dokładnie tak jak wampirza. Nie wiedziała, że jest wampirem. Chciała ugryźć jego szyję, ale w pewnym momencie poczuła odrażający zapch stęchlizny. Dokładnie tak pachniały wampiry. Dziewczyna, była pewna że to wampir. Chciała się jednak upewnić, ale nie wiedziała jak. ' Może spytam wprost.Jesteś wampirem ? .. Nie, to zbyt trudne, może mnie wyśmiać. '
Wkrótce zadzwonił jej telefon. Ten sam, chrapliwy głos powiedział: ' Chcesz przeżyć? Wypij krew swej rówieśniczki.' Rozłączył się. Dziewczyna spanikowała. Postanowiła o wszystkim powiedzieć jej opiekunom.
- Przepraszam, muszę iść. - Wybiegła z jego domu. Gdy wychodziła, jego rodzice dziwnie się jej przyglądali. Dobiegła do domu. Pan Greg Brooklyn, niski, łysy i noszący śmieszne okulary strasznie się zdiwił.
- Anielo, co się stało. - Spojrzał na nią.
- Och, tato, nie wiem co się ze mną dzieje !
- Już wiem o co chodzi. Chodź do salonu, opowiesz mi wszystko. - Poszli do salonu. Aniela w popłochu zaczęła opowiadać o dziwnych telefonach i o żądzy krwi.
- Wiesz co, czas, by wszystko ci wyjaśnić. - Greg patrzył na nią poważnie. - Melanie, możesz podejść? - krzyknął. Do pokoju wbiegła pani Brooklyn, Melanie miała króciutkie blond włosy, ubrana była w przydługą sukienkę i różowy fartuszek.
- Co się dzieje? - Spojrzała na poważną minę Anieli.
- Już czas wszystko jej powiedzieć.
- O matko ! - Z dłoni wypadła jej drewniana łyżka, którą akurat trzymała.
- Co jest? - Spojrała na nich dziewczyna.
- Więc. My nie jesteśmy twoimi rodzicami. Twoimi rodzicami, są państwo Adams. Oddali nam cię, bo nie chcieli byś zginęła, i nie chcieli być śmiertelnymi. Oddali cię też, bo mieli syna Alexa.
- Czekaj czekaj... Alex Adams to ich syn ?! - Krzyknęła.
- Tak.
- On mnie podrywa.
- Źle. - Szepnęła pani rooklyn.
- Musisz wypić krew Kornelii. - Powiedział Greg.
- Co ?! Nigdy tego nie zrobię ! - Nastolatka wstała.
- Musisz, jeśli chcesz przeżyć. - Odparła spokojnie Malanie. -Ale nie martw się, nie całą, tylko kilka kropli.
- Uh, no dobrze. - Aniela spotkała się z Kornelią. - Cześć Kor. - Zachowywała się w miarę normalnie.
- Cze... - nie dokończyła słowa, bo jej przyjaciółka uderzyła ją kłodą o głowę. Kornelia zemdlała. Aniela pochyliła się nad nią, odgarniając jej włosy z szyi. Wyglądała nader dziwacznie. Jej piękne zielone oczy, przeistoczyły się w czerwone i żądne krwi. W myślach miała tylko jedno : ' Ahh, jaka piękna, szyja. Napewno jest w niej dużo soczystej i słodziutkiej krwi.' Była już tak blisko, niemal dotkała kłami jej tętnicy. Ugryzła ją. Miała wyssać tylko kilka kropli, a wyssała jej na szklankę. Ale to dla niej było za mało. Poczuła wielką rozkosz z tego, co robi. Zapomniała, że to jej najlepsza przyjaciółka, liczyła się tylko jej krew. W pewnym momencie podszedł do niej Alex i odciągnął ją od Kornelii. Patrzyła na niego wściekła, że oderwał ją od jej zabawy.
- Co ty do cholery wyprawiasz ?! - Spojrzał na nią. Syknęła. Podszedł do niej, pocałował. Nagle, jej oczy znów były zielone, uspokoiła się. Gdy ocknęła się co robi, odskoczyła. - Co jest ? - spojrzał na nią.
- Nic. Tylko. Jesteśmy rodzeństwem . - siadła na pniu.
- Rodzeństwem ?! Jak to? - Nie rozumiał.
- Państwo Brooklyn powiedzieli mi, że państwo Adamsowie, czyli nasi rodzice oddali mnie do nich, bo rodzice nie mogli mieć córki.
- U, szkoda... - spojrzał na ziemię. Aniela spojrzała na ciało Kornelii.
- Wyjdzie z tego? - spojrzała na Alexa.
- Pewnie. - uśmiechnął się. Oboje spojrzeli na miejsce, gdzie leżała Kornelia.
- Gdzie ona ?!- Aniela przeraziła się.
- To napiewno wilkołaki, uciekajmy! - wybiegli z lasu .
- Przecież tak jest w scenariuszu . - Spojrzał na nią krzywo.
-Masz rację. Ale przećwiczmy to od początku, co?
- Okej.
[ ... ]
Scena pocałunku. Zbliżyli się do siebie. Alex lekko pocałował Anielę w usta.
- Hm, świetnie całujesz. - Uśmiechnęła się.
- Dzięki. - Alex onieśmielił się. Potargał ciemne włosy. Aniela przegryzła wargi. Poczuła chęć jego krwi, która pachniała dokładnie tak jak wampirza. Nie wiedziała, że jest wampirem. Chciała ugryźć jego szyję, ale w pewnym momencie poczuła odrażający zapch stęchlizny. Dokładnie tak pachniały wampiry. Dziewczyna, była pewna że to wampir. Chciała się jednak upewnić, ale nie wiedziała jak. ' Może spytam wprost.Jesteś wampirem ? .. Nie, to zbyt trudne, może mnie wyśmiać. '
Wkrótce zadzwonił jej telefon. Ten sam, chrapliwy głos powiedział: ' Chcesz przeżyć? Wypij krew swej rówieśniczki.' Rozłączył się. Dziewczyna spanikowała. Postanowiła o wszystkim powiedzieć jej opiekunom.
- Przepraszam, muszę iść. - Wybiegła z jego domu. Gdy wychodziła, jego rodzice dziwnie się jej przyglądali. Dobiegła do domu. Pan Greg Brooklyn, niski, łysy i noszący śmieszne okulary strasznie się zdiwił.
- Anielo, co się stało. - Spojrzał na nią.
- Och, tato, nie wiem co się ze mną dzieje !
- Już wiem o co chodzi. Chodź do salonu, opowiesz mi wszystko. - Poszli do salonu. Aniela w popłochu zaczęła opowiadać o dziwnych telefonach i o żądzy krwi.
- Wiesz co, czas, by wszystko ci wyjaśnić. - Greg patrzył na nią poważnie. - Melanie, możesz podejść? - krzyknął. Do pokoju wbiegła pani Brooklyn, Melanie miała króciutkie blond włosy, ubrana była w przydługą sukienkę i różowy fartuszek.
- Co się dzieje? - Spojrzała na poważną minę Anieli.
- Już czas wszystko jej powiedzieć.
- O matko ! - Z dłoni wypadła jej drewniana łyżka, którą akurat trzymała.
- Co jest? - Spojrała na nich dziewczyna.
- Więc. My nie jesteśmy twoimi rodzicami. Twoimi rodzicami, są państwo Adams. Oddali nam cię, bo nie chcieli byś zginęła, i nie chcieli być śmiertelnymi. Oddali cię też, bo mieli syna Alexa.
- Czekaj czekaj... Alex Adams to ich syn ?! - Krzyknęła.
- Tak.
- On mnie podrywa.
- Źle. - Szepnęła pani rooklyn.
- Musisz wypić krew Kornelii. - Powiedział Greg.
- Co ?! Nigdy tego nie zrobię ! - Nastolatka wstała.
- Musisz, jeśli chcesz przeżyć. - Odparła spokojnie Malanie. -Ale nie martw się, nie całą, tylko kilka kropli.
- Uh, no dobrze. - Aniela spotkała się z Kornelią. - Cześć Kor. - Zachowywała się w miarę normalnie.
- Cze... - nie dokończyła słowa, bo jej przyjaciółka uderzyła ją kłodą o głowę. Kornelia zemdlała. Aniela pochyliła się nad nią, odgarniając jej włosy z szyi. Wyglądała nader dziwacznie. Jej piękne zielone oczy, przeistoczyły się w czerwone i żądne krwi. W myślach miała tylko jedno : ' Ahh, jaka piękna, szyja. Napewno jest w niej dużo soczystej i słodziutkiej krwi.' Była już tak blisko, niemal dotkała kłami jej tętnicy. Ugryzła ją. Miała wyssać tylko kilka kropli, a wyssała jej na szklankę. Ale to dla niej było za mało. Poczuła wielką rozkosz z tego, co robi. Zapomniała, że to jej najlepsza przyjaciółka, liczyła się tylko jej krew. W pewnym momencie podszedł do niej Alex i odciągnął ją od Kornelii. Patrzyła na niego wściekła, że oderwał ją od jej zabawy.
- Co ty do cholery wyprawiasz ?! - Spojrzał na nią. Syknęła. Podszedł do niej, pocałował. Nagle, jej oczy znów były zielone, uspokoiła się. Gdy ocknęła się co robi, odskoczyła. - Co jest ? - spojrzał na nią.
- Nic. Tylko. Jesteśmy rodzeństwem . - siadła na pniu.
- Rodzeństwem ?! Jak to? - Nie rozumiał.
- Państwo Brooklyn powiedzieli mi, że państwo Adamsowie, czyli nasi rodzice oddali mnie do nich, bo rodzice nie mogli mieć córki.
- U, szkoda... - spojrzał na ziemię. Aniela spojrzała na ciało Kornelii.
- Wyjdzie z tego? - spojrzała na Alexa.
- Pewnie. - uśmiechnął się. Oboje spojrzeli na miejsce, gdzie leżała Kornelia.
- Gdzie ona ?!- Aniela przeraziła się.
- To napiewno wilkołaki, uciekajmy! - wybiegli z lasu .
CDN.
Rozdział I
Rok 2011.
- Miliard lat, miliard lat niech żyje, żyje nam. Miliard lat, miliard lat niech żyje, żyje nam. Jeszcze raz, jeszcze raz, niech, żyje żyje nam, niech żyje nam ! . A kto, Aniela ! . - "Rodzice" wpadli z tortem do pokoju Anieli. Dziewczyna była zaspana, dlatego trochę nieprzytomna. Jej kruczoczarne, w lekkim nieładzie włosy opadały na małe ramiona. Przecierała swoje duże, zielone oczy .
- Co jest ? - spojrzała na nich .
- Skarbie masz dziś 1600 urodziny, to twój wielki dzień ! - krzyknęła pani Brooklyn.
- Czyli 16 u śmiertelników! - policzył pan Brooklyn.
- Naprawdę? - Spojrzała niedowierzająco na nich .
- Tak . - przytuliła ją pani Brooklyn. Aniela wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki. Umalowała się i uczesała. Państwo Brooklyn robili na dole śniadanie. Dziewczyna tymczasem szukała ubrań. Gdy była już gotowa, zeszła na dół na śniadanie. Nagle usłyszała że dzwoni jej komórka. Odebrała. Usłyszała chrapliwy głos. Mówił : 'Jeszcze pożałujesz...' Dziewczyna pomyślała, że to żart. Zjadła śniadanie i poszła do liceum. Dopiero w świetle słońca, widać było, jaka jest piękna. Jej kruczoczarne włosy związane były w kucyk, a duże, zielone oczy wyglądały, jakby się śmiały. Jej czerwone usta uśmiechały się, bo ten dzień był taki wspaniały i uroczysty. Im bliżej była liceum, tym bardzie przerażona była tym telefonem. W jej głowie było miliony pytań, lecz na żadne nie mogła sobie odpowiedzieć. Nagle stanęła. Poczuła żądzę słodkiej, ludzkiej krwi. Zaczęła dziwnie patrzeć na każdego, kto obok niej przechodził. Nagle zauważyła Kornelię, jej przyjaciółkę. Kornelia to wysoka, brązowowłosa dziewczyna o brązowych oczach. Ubrana była w krótkie spodenki, czerwoną bluzkę i biało-czerwoną koszulę w kratę. Aniela natychmiast otrząsła się.
- Cześć. - Kornelia podbiegła do Anieli. Aniela poczuła zapach krwi Kornelii. 'Mmm, tyle pysznej krwi, szkoda, by się zmarnowała...' Powiedziała sobie w myślach Aniela.
-... ej, słyszysz mnie ? - Kornelia uderzyłą lekko Anielę w ramię.
- E, co ? - dziewczyna ocknęła się.
- Mówiłam, że szukają uczennicy do głównej roli w musicalu, może się nadasz? Śpiewsz jak anioł.
- Czy ja wiem .
- Ej, no mówię ci !
- Mogę spróbować. - uśmiechnęła się . Weszły do budynku ponurego Liceum . Aniela czuła tylko zapach krwi. W końcu nie wytrzymała. Zaczęła flirtować z jakimś chłopakiem, zaciągnęła go w ciemny kąt i stało się. Wbiła dwa ostre kiełki w jego szyję. Wypiła trochę krwi. ' Mmm, pyszne ' . Uśmiechnęła się. Od dawna nie smakowała tego pysznego " soku " . Zapragnęła więcej. Lecz nie mogła. Nagle, usłyszała głos z megafonu szkolnego. " Zapraszamy na kasting do " Wapirzej miłości " " . Odłożyła chłopaka na ziemię i pobiegła na salę teatralną.
- Witajcie drogie dzieczyny. - Uśmiechnął się pan Brown. Pan Brown to niski, łysy nauczyciel muzyki. - Przyszłyście na kasting na Sarę. Opowiem o niej krótko. Zakocha się w Sebastianie, w tej roli Alex. - Pokazał na dość wysokiego chłopaka o głębokich, niebieskich oczach. Wszystkie dziewczyny westchnęły. Aniela dobrze się mu przyjżała. Potem, zaczęto przesłuchiwać dziewczyny. Żadna się nie nadała. Nadzszedł czas na Anielę. Zaśpiewała słodko jak anioł, dostała alauz na stojąco. Wszyscy byli zachwyceni. PAn Brown bez zastanowienia obsadził ją na Sarę. Po lekcjach spotkała się z Alexem.
- Może przećwiczymy scenę pocałunku? - zaśmiał się.
- Czemu nie. - uśmiechnęła się. Zbliżyli się do siebie. Patrzyli sobie prosto w oczy. Nagle...
- Miliard lat, miliard lat niech żyje, żyje nam. Miliard lat, miliard lat niech żyje, żyje nam. Jeszcze raz, jeszcze raz, niech, żyje żyje nam, niech żyje nam ! . A kto, Aniela ! . - "Rodzice" wpadli z tortem do pokoju Anieli. Dziewczyna była zaspana, dlatego trochę nieprzytomna. Jej kruczoczarne, w lekkim nieładzie włosy opadały na małe ramiona. Przecierała swoje duże, zielone oczy .
- Co jest ? - spojrzała na nich .
- Skarbie masz dziś 1600 urodziny, to twój wielki dzień ! - krzyknęła pani Brooklyn.
- Czyli 16 u śmiertelników! - policzył pan Brooklyn.
- Naprawdę? - Spojrzała niedowierzająco na nich .
- Tak . - przytuliła ją pani Brooklyn. Aniela wyskoczyła z łóżka i pobiegła do łazienki. Umalowała się i uczesała. Państwo Brooklyn robili na dole śniadanie. Dziewczyna tymczasem szukała ubrań. Gdy była już gotowa, zeszła na dół na śniadanie. Nagle usłyszała że dzwoni jej komórka. Odebrała. Usłyszała chrapliwy głos. Mówił : 'Jeszcze pożałujesz...' Dziewczyna pomyślała, że to żart. Zjadła śniadanie i poszła do liceum. Dopiero w świetle słońca, widać było, jaka jest piękna. Jej kruczoczarne włosy związane były w kucyk, a duże, zielone oczy wyglądały, jakby się śmiały. Jej czerwone usta uśmiechały się, bo ten dzień był taki wspaniały i uroczysty. Im bliżej była liceum, tym bardzie przerażona była tym telefonem. W jej głowie było miliony pytań, lecz na żadne nie mogła sobie odpowiedzieć. Nagle stanęła. Poczuła żądzę słodkiej, ludzkiej krwi. Zaczęła dziwnie patrzeć na każdego, kto obok niej przechodził. Nagle zauważyła Kornelię, jej przyjaciółkę. Kornelia to wysoka, brązowowłosa dziewczyna o brązowych oczach. Ubrana była w krótkie spodenki, czerwoną bluzkę i biało-czerwoną koszulę w kratę. Aniela natychmiast otrząsła się.
- Cześć. - Kornelia podbiegła do Anieli. Aniela poczuła zapach krwi Kornelii. 'Mmm, tyle pysznej krwi, szkoda, by się zmarnowała...' Powiedziała sobie w myślach Aniela.
-... ej, słyszysz mnie ? - Kornelia uderzyłą lekko Anielę w ramię.
- E, co ? - dziewczyna ocknęła się.
- Mówiłam, że szukają uczennicy do głównej roli w musicalu, może się nadasz? Śpiewsz jak anioł.
- Czy ja wiem .
- Ej, no mówię ci !
- Mogę spróbować. - uśmiechnęła się . Weszły do budynku ponurego Liceum . Aniela czuła tylko zapach krwi. W końcu nie wytrzymała. Zaczęła flirtować z jakimś chłopakiem, zaciągnęła go w ciemny kąt i stało się. Wbiła dwa ostre kiełki w jego szyję. Wypiła trochę krwi. ' Mmm, pyszne ' . Uśmiechnęła się. Od dawna nie smakowała tego pysznego " soku " . Zapragnęła więcej. Lecz nie mogła. Nagle, usłyszała głos z megafonu szkolnego. " Zapraszamy na kasting do " Wapirzej miłości " " . Odłożyła chłopaka na ziemię i pobiegła na salę teatralną.
- Witajcie drogie dzieczyny. - Uśmiechnął się pan Brown. Pan Brown to niski, łysy nauczyciel muzyki. - Przyszłyście na kasting na Sarę. Opowiem o niej krótko. Zakocha się w Sebastianie, w tej roli Alex. - Pokazał na dość wysokiego chłopaka o głębokich, niebieskich oczach. Wszystkie dziewczyny westchnęły. Aniela dobrze się mu przyjżała. Potem, zaczęto przesłuchiwać dziewczyny. Żadna się nie nadała. Nadzszedł czas na Anielę. Zaśpiewała słodko jak anioł, dostała alauz na stojąco. Wszyscy byli zachwyceni. PAn Brown bez zastanowienia obsadził ją na Sarę. Po lekcjach spotkała się z Alexem.
- Może przećwiczymy scenę pocałunku? - zaśmiał się.
- Czemu nie. - uśmiechnęła się. Zbliżyli się do siebie. Patrzyli sobie prosto w oczy. Nagle...
CDN.
Prolog.
Rok 401. W rodzinie wampirów urodziła się dziewczynka. Było to niedozwolone w tamtych czasach, bo mieli już syna, Alexa. Wtedy, moża było mieć 2 synów, lub 2 córki, ale nikt nie mógł mieć córki i syna. Za to groziła kara śmiertelności. Rodzice dziewczynki, w obawie wysłali ją do pobliskiego małżeństwa, które nie mogło mieć dzieci. Państwo Brooklyn, przyjęli czule dziewczynkę i nadali jej imię Aniela, bo była słodka jak anioł. Państwo Brooklyn, dobrze się nią opiekowało a w jej 1600 urodziny, wszystko się zmieniło...
Subskrybuj:
Posty (Atom)